Bruksela, dzien 3.
Dzisiaj miala[] byc moj "dzien administracYjny", musialam ZAREJESTROWAĆ sie w ratuszu, MUSIAŁAM SIĘ UBEZPIECZYĆ i tak dalej... wiec Wstalam o 6.30, o 8 bylam przed ratuszEM. Jeszcze bylo ciemno, naprawde! Bardzo duzo ludzi juz czekalo, pol godziny pozniej bylam pierwsza w kolejce. I co? WYZNACZONO MI termin za póltora miesiacA []. Nie wierze! Przed swietaMI nawet dzwonilam do nich i pytalam, czy juz moge MIEĆ WYZNACZONY termin albo czy daja rano terminy NA TEN SAM DZIEŃ. Mila (myslalam, ze mila...) pani odpowiedziala, ze musze tam isc i od razu dostaje termin NA TEN SAM DZIEŃ. Aha JASNE!...moj TEN sam dzien jest 23 lutego...
Potem ubezpieczenie: NajpliŻszE biuro oczywiscie nie jest otwarty w poniedzialek. Nie szkodzi, POmyslalam. biuro GŁÓWNE zawsze jest otwartyE, sprawdzilam to wczesniej. Wiec POjechalam tam. []glupIM brukselSKim tramwajem i metrem, co najmniej 30 minut. I co tam? "Bardzo przeprAsZAmy, ale 4 stycznia [] zamnkietE. Ahhh!! Ale byl[] tam adres najbliszego biura. Poszlam tam. Tez zamnknietE. Jutro jest moj pierwszy dzien pracy i juz bede za pozno bo musze rano jechac do biura UBEZPIECZENIOWEGO...
Pózniej jeszcze mam SPOTKANIE w banku. Mam nadzieje, ze od razu dostaNe karte bankowa, bo tylko z ta karta moge podpisac umowe NA KOMÓRKĘ...
Ale moje mieszkanie jest fajne!
I swieta tez bylY fajnE. Tylko ze mielismy duzo stresu z impreza dla taty. Ale byla swietnia!
Niestety mój tata jest bardzo chorY. Ma jakis problem z plucaMI. Nie jest TO smiertelnE albo cos takiego, ale ma caly czas kaszel. Dla niego jest straszny i dla nas bylo tez, bo po kilku dniaCH tak mNIE denerwowal[] ten kaszel...
I teraz do ciebie: Co bedziesz robic we Lodzi??? Masz prace? Gratulacje!! Chce szczegoly!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz