niedziela, 11 kwietnia 2010

Holenderski vs Polski

Juz tu jestem od 3,5 miesiecy i realizuje, ze moze nie bede sie uczyc holenderskiego... Bylam taka ambitna, pelna motywacji i planów. Problem jest, ze w Brukseli prawie nikt nie mówi po holendersku. Nasza sekretarka, ale tez mówi po angielsku, francusku i niemiecku. Ochroniarz w naszym budynku. Tez mówi po francusku i po angielsku. Poza tym do niego mówie nie wiecej niz 'Dzien dobry', 'do widzenia' i 'milego dnia'. Jestem za leniwa zeby chodzic na kurs i dzisaj drugi raz ogladalam ksiazke która kupilam 3 miesiacy temu... po 5 minut myslalam: Oh, moglabym cos pisac w naszym blogu!
Szkoda, ze jest prawie martwy... Troche trace kontakt z Polska!
Ale wczoraj, kiedy slyszalam co sie stalam z Kaczynskim i kolegami, nagle czulam sie bardzo blisko. Nigdy nie lubilam Kaczynskiego, ale czulam jak on byloby z rodziny... Potem kolezanka mi powiedziala, ze Handzlik tez byl w samolocie. Byl moim profesorem na Collegium. Tez nie bardzo lubilam go, bo mial wyklad o polityce zagranicznie Stanów Zjednoczonych i byl taki niekryticzny. Poza tym byl zawsze za pózno, bo mial wlaszne terminy u Presidenta. Ale mimo to byl mily facet, zaprosil nas na drink bo byl zawsze na pózno i my wszyscy zamówilismy najdrosze drinki.. Moja praca domowa u niego byl kopia z prac z Tybingi. Tlumaczylam czesc mojej pracy do angielskiego i czytalam pracy kolegów, tez tlumaczylam kilka czesci i mialam perfekcyjna prace. Ten program na szukania plagiatów powiedzial, ze moja prace jest plagiat. Oczywiscie mial racje, ale tylko tlumaczylam, wiec nie mogl to sprawdzic. Program znalazl dziwny inne rzeczy. Handzlik powiedzial ze tez nie wierze programu, bo tak swietnie moglam wyjasnic tresc pracy. Mialam fajny ustny egzamin z nim. I z 3 innymi studentami, wszyscy bardzo bardzo glupi.
No, o tym wszystkim musialam myslec kiedy slyszalam o tragedii.
I nagle myslalam o Jacku. Jacek byl moim wspanialym wspóllokatorem w Warszawie, i pracowal u BORu dla Presidenta Kaczynskiego. Bardzo sie balam, ze byl w samolocie. Juz nie mam kontaktu z nim i z druga wspóllokatorka, wiec nie wiem, czy ciagle tam pracuje. W liscie byl jeden Jacek z BORu, ale nie pamietalam jego nazwisko! Wieczorem znalazlam zdiejcia, i dzieki Bogu to nie byl on.

Chyba ide jutro do ambasady z kwiatami. Normalnie nie jestem taka wrazliwa. Dziwnie.
Jak teraz jest w Polsce? Mozliwy spokojnie kontinuowac zycie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz