Deutsch: gesprochen nur mit mir selbst, keine Geschprächparter seit Wochen. Semptember - ein Deutschkurs, egal was es kostet, es muss sein.
Kann eine Sprache futsch gehen? Neee, oder? Was kann dann futsch gehen (außer eine Tasche aus dm?) Vielleicht eine Magisterarbeit kann futsch gehen? Meine ist sicherlich in dieser Kategorie.
Ach, ich vermisse deine Geschichten über Ziegen, meine literarische Kapabilität, so zu sagen, ist wie immer nicht da. Ulala, ich will mich nicht so beschweren aber es tut weh auf Deutsch zu schreiben. Meine Finger sind dagegen, mein Kopf ist dagegen, nur meine Faulheit sagt: SCHREIB! sonst musst du deine Magisterarbeit schreiben. Faced (faced auf De???) wähle ich ... alles außer meine Magisterarbeit (die übrigens nach 7 Monate Schreiben 20 Seite lang ist- WAHNSINN)
Egal.
Ich wollte etwas offiziell mitteilen, und zwar, im Januar werde ich eine Firma gründen. Ehhhmm, eigentlich zwei. Eine ist natürlich eine Übersetzungsagentur, über die zweite schreibe ich erst wenn es klapt.
Es regnet in Warschau ständig. Nee, eigentlich nicht ständig. Es regnet nur wenn ich meinen Regenmantel vergesse und muss deswegen im Regen Fahrrad fahren. Abet das macht Spaß trotzdem. Am meisten Spaß macht es wenn man total nass wird, bis zum trockenen Faden sagt man auf Polnisch - warum? Keine Ahnung! Übrigens, was bedeutet noch nicht trocken hinter den Ohren sein?
Und solltest du nicht gerade jetzt in Warschau sein!?
niedziela, 25 kwietnia 2010
niedziela, 11 kwietnia 2010
Holenderski vs Polski
Juz tu jestem od 3,5 miesiecy i ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ze moze nie bede sie uczyc holenderskiego... Bylam taka ambitna, pelna motywacji i planów. Problem POLEGA NA TYM, ze w Brukseli prawie nikt nie mówi po holendersku. Nasza sekretarka, ale tez mówi po angielsku, francusku i niemiecku. Ochroniarz w naszym budynku. Tez mówi po francusku i po angielsku. Poza tym do niego mówie nie wiecej niz 'Dzien dobry', 'do widzenia' i 'milego dnia'. Jestem za leniwa zeby chodzic na kurs i dzisaj drugi raz ogladalam ksiazke która kupilam 3 miesiacE temu... po 5 minut myslalam: Oh, moglabym cos pisac w naszym blogu!
Szkoda, ze jest prawie martwy... Troche trace kontakt z Polska!
Ale wczoraj, kiedy Uslyszalam co sie stalam z Kaczynskim i kolegami, nagle czulam sie bardzo blisko. Nigdy nie lubilam Kaczynskiego, ale czulam jak on byloby z rodziny... Potem kolezanka mi powiedziala, ze Handzlik tez byl w samolocie. Byl moim profesorem na Collegium. Tez nie bardzo lubilam go, bo mial wyklad o polityce zagranicznEJ Stanów Zjednoczonych i byl taki niekrytYczny. Poza tym byl zawsze za pózno, bo mial wlaszne terminy u PrEZYdenta. Ale mimo to byl mily facet, zaprosil nas na drinkA bo byl zawsze na pózno i my wszyscy zamówilismy najdrosze drinki.. Moja praca domowa u niego byl kopia z prac z Tybingi. Tlumaczylam czesc mojej pracy NA angielski i czytalam pracE kolegów, tez tlumaczylam kilka czesci i mialam perfekcyjna prace. Ten program DO szukania plagiatów powiedzial, ze moja pracA jest plagiat. Oczywiscie mial racje, ale tylko tlumaczylam, wiec nie mogl to sprawdzic. Program znalazl dziwnE inne rzeczy. Handzlik powiedzial ze tez nie wieŻY programOWI, bo tak swietnie moglam wyjasnic tresc pracy. Mialam fajny ustny egzamin z nim. I z 3 innymi studentami, wszyscy bardzo bardzo glupi.
No, o tym wszystkim musialam myslec kiedy slyszalam o tragedii.
I nagle myslalam o Jacku. Jacek byl moim wspanialym wspóllokatorem w Warszawie, i pracowal W BORZE dla PreZYdenta Kaczynskiego. Bardzo sie balam, ze byl w samolocie. Juz nie mam kontaktu z nim i z druga wspóllokatorka, wiec nie wiem, czy ciagle tam pracuje. NA liscie byl jeden Jacek z BORu, ale nie pamietalam jego nazwiskA! Wieczorem znalazlam zdJecia, i dzieki Bogu to nie byl on.
Chyba ide jutro do ambasady z kwiatami. Normalnie nie jestem taka wrazliwa. Dziwnie.
Jak teraz jest w Polsce? MozNA spokojnie kontYnuowac zycie?
Juz tu jestem od 3,5 miesiecy i ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ, ze moze nie bede sie uczyc holenderskiego... Bylam taka ambitna, pelna motywacji i planów. Problem POLEGA NA TYM, ze w Brukseli prawie nikt nie mówi po holendersku. Nasza sekretarka, ale tez mówi po angielsku, francusku i niemiecku. Ochroniarz w naszym budynku. Tez mówi po francusku i po angielsku. Poza tym do niego mówie nie wiecej niz 'Dzien dobry', 'do widzenia' i 'milego dnia'. Jestem za leniwa zeby chodzic na kurs i dzisaj drugi raz ogladalam ksiazke która kupilam 3 miesiacE temu... po 5 minut myslalam: Oh, moglabym cos pisac w naszym blogu!
Szkoda, ze jest prawie martwy... Troche trace kontakt z Polska!
Ale wczoraj, kiedy Uslyszalam co sie stalam z Kaczynskim i kolegami, nagle czulam sie bardzo blisko. Nigdy nie lubilam Kaczynskiego, ale czulam jak on byloby z rodziny... Potem kolezanka mi powiedziala, ze Handzlik tez byl w samolocie. Byl moim profesorem na Collegium. Tez nie bardzo lubilam go, bo mial wyklad o polityce zagranicznEJ Stanów Zjednoczonych i byl taki niekrytYczny. Poza tym byl zawsze za pózno, bo mial wlaszne terminy u PrEZYdenta. Ale mimo to byl mily facet, zaprosil nas na drinkA bo byl zawsze na pózno i my wszyscy zamówilismy najdrosze drinki.. Moja praca domowa u niego byl kopia z prac z Tybingi. Tlumaczylam czesc mojej pracy NA angielski i czytalam pracE kolegów, tez tlumaczylam kilka czesci i mialam perfekcyjna prace. Ten program DO szukania plagiatów powiedzial, ze moja pracA jest plagiat. Oczywiscie mial racje, ale tylko tlumaczylam, wiec nie mogl to sprawdzic. Program znalazl dziwnE inne rzeczy. Handzlik powiedzial ze tez nie wieŻY programOWI, bo tak swietnie moglam wyjasnic tresc pracy. Mialam fajny ustny egzamin z nim. I z 3 innymi studentami, wszyscy bardzo bardzo glupi.
No, o tym wszystkim musialam myslec kiedy slyszalam o tragedii.
I nagle myslalam o Jacku. Jacek byl moim wspanialym wspóllokatorem w Warszawie, i pracowal W BORZE dla PreZYdenta Kaczynskiego. Bardzo sie balam, ze byl w samolocie. Juz nie mam kontaktu z nim i z druga wspóllokatorka, wiec nie wiem, czy ciagle tam pracuje. NA liscie byl jeden Jacek z BORu, ale nie pamietalam jego nazwiskA! Wieczorem znalazlam zdJecia, i dzieki Bogu to nie byl on.
Chyba ide jutro do ambasady z kwiatami. Normalnie nie jestem taka wrazliwa. Dziwnie.
Jak teraz jest w Polsce? MozNA spokojnie kontYnuowac zycie?
Holenderski vs Polski
Juz tu jestem od 3,5 miesiecy i realizuje, ze moze nie bede sie uczyc holenderskiego... Bylam taka ambitna, pelna motywacji i planów. Problem jest, ze w Brukseli prawie nikt nie mówi po holendersku. Nasza sekretarka, ale tez mówi po angielsku, francusku i niemiecku. Ochroniarz w naszym budynku. Tez mówi po francusku i po angielsku. Poza tym do niego mówie nie wiecej niz 'Dzien dobry', 'do widzenia' i 'milego dnia'. Jestem za leniwa zeby chodzic na kurs i dzisaj drugi raz ogladalam ksiazke która kupilam 3 miesiacy temu... po 5 minut myslalam: Oh, moglabym cos pisac w naszym blogu!
Szkoda, ze jest prawie martwy... Troche trace kontakt z Polska!
Ale wczoraj, kiedy slyszalam co sie stalam z Kaczynskim i kolegami, nagle czulam sie bardzo blisko. Nigdy nie lubilam Kaczynskiego, ale czulam jak on byloby z rodziny... Potem kolezanka mi powiedziala, ze Handzlik tez byl w samolocie. Byl moim profesorem na Collegium. Tez nie bardzo lubilam go, bo mial wyklad o polityce zagranicznie Stanów Zjednoczonych i byl taki niekryticzny. Poza tym byl zawsze za pózno, bo mial wlaszne terminy u Presidenta. Ale mimo to byl mily facet, zaprosil nas na drink bo byl zawsze na pózno i my wszyscy zamówilismy najdrosze drinki.. Moja praca domowa u niego byl kopia z prac z Tybingi. Tlumaczylam czesc mojej pracy do angielskiego i czytalam pracy kolegów, tez tlumaczylam kilka czesci i mialam perfekcyjna prace. Ten program na szukania plagiatów powiedzial, ze moja prace jest plagiat. Oczywiscie mial racje, ale tylko tlumaczylam, wiec nie mogl to sprawdzic. Program znalazl dziwny inne rzeczy. Handzlik powiedzial ze tez nie wierze programu, bo tak swietnie moglam wyjasnic tresc pracy. Mialam fajny ustny egzamin z nim. I z 3 innymi studentami, wszyscy bardzo bardzo glupi.
No, o tym wszystkim musialam myslec kiedy slyszalam o tragedii.
I nagle myslalam o Jacku. Jacek byl moim wspanialym wspóllokatorem w Warszawie, i pracowal u BORu dla Presidenta Kaczynskiego. Bardzo sie balam, ze byl w samolocie. Juz nie mam kontaktu z nim i z druga wspóllokatorka, wiec nie wiem, czy ciagle tam pracuje. W liscie byl jeden Jacek z BORu, ale nie pamietalam jego nazwisko! Wieczorem znalazlam zdiejcia, i dzieki Bogu to nie byl on.
Chyba ide jutro do ambasady z kwiatami. Normalnie nie jestem taka wrazliwa. Dziwnie.
Jak teraz jest w Polsce? Mozliwy spokojnie kontinuowac zycie?
Szkoda, ze jest prawie martwy... Troche trace kontakt z Polska!
Ale wczoraj, kiedy slyszalam co sie stalam z Kaczynskim i kolegami, nagle czulam sie bardzo blisko. Nigdy nie lubilam Kaczynskiego, ale czulam jak on byloby z rodziny... Potem kolezanka mi powiedziala, ze Handzlik tez byl w samolocie. Byl moim profesorem na Collegium. Tez nie bardzo lubilam go, bo mial wyklad o polityce zagranicznie Stanów Zjednoczonych i byl taki niekryticzny. Poza tym byl zawsze za pózno, bo mial wlaszne terminy u Presidenta. Ale mimo to byl mily facet, zaprosil nas na drink bo byl zawsze na pózno i my wszyscy zamówilismy najdrosze drinki.. Moja praca domowa u niego byl kopia z prac z Tybingi. Tlumaczylam czesc mojej pracy do angielskiego i czytalam pracy kolegów, tez tlumaczylam kilka czesci i mialam perfekcyjna prace. Ten program na szukania plagiatów powiedzial, ze moja prace jest plagiat. Oczywiscie mial racje, ale tylko tlumaczylam, wiec nie mogl to sprawdzic. Program znalazl dziwny inne rzeczy. Handzlik powiedzial ze tez nie wierze programu, bo tak swietnie moglam wyjasnic tresc pracy. Mialam fajny ustny egzamin z nim. I z 3 innymi studentami, wszyscy bardzo bardzo glupi.
No, o tym wszystkim musialam myslec kiedy slyszalam o tragedii.
I nagle myslalam o Jacku. Jacek byl moim wspanialym wspóllokatorem w Warszawie, i pracowal u BORu dla Presidenta Kaczynskiego. Bardzo sie balam, ze byl w samolocie. Juz nie mam kontaktu z nim i z druga wspóllokatorka, wiec nie wiem, czy ciagle tam pracuje. W liscie byl jeden Jacek z BORu, ale nie pamietalam jego nazwisko! Wieczorem znalazlam zdiejcia, i dzieki Bogu to nie byl on.
Chyba ide jutro do ambasady z kwiatami. Normalnie nie jestem taka wrazliwa. Dziwnie.
Jak teraz jest w Polsce? Mozliwy spokojnie kontinuowac zycie?
piątek, 9 kwietnia 2010
Aniu,
pisz cos!! Co robisz? Gdzie jestes? Jak sie czujesz?
Ja jestem w Strasburgu, absolutnie Zmeczona po tygodniu seminariÓW z glupImi uczestnikami...co najmniej kilkU bylo naprawde glupiCH. Musielismy bardzo duzo pracowac, ale teraz brakuje tylko ewaluacji i jutro wrACAmy do Brukseli. Tam bede miec noc przerwy i w poniedzialek nowy tydzien sie zaczyna...
Ok, nie moge wiecej []pisac, bo musimy wiecej pracowac. Arrghh!!
pisz cos!! Co robisz? Gdzie jestes? Jak sie czujesz?
Ja jestem w Strasburgu, absolutnie Zmeczona po tygodniu seminariÓW z glupImi uczestnikami...co najmniej kilkU bylo naprawde glupiCH. Musielismy bardzo duzo pracowac, ale teraz brakuje tylko ewaluacji i jutro wrACAmy do Brukseli. Tam bede miec noc przerwy i w poniedzialek nowy tydzien sie zaczyna...
Ok, nie moge wiecej []pisac, bo musimy wiecej pracowac. Arrghh!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)