Tip Nr 1: Zawsze jechac prosto! Nie ma dobrych map, nie ma znaków, wiec trzeba duzo pytac na droge do nastepnego miasta. Dobrze w tym jest: Ludzi w Flandrze sa supersuper sympatyczni, i normalnie trzeba po prostu jechac prosto.
W Holandii wielka róznica: Bylismy za granicy tylko przez 15 minut, ale tam bili duzo znaki, nawet z informacja o kilometrów do nastepnego miasteczka.
Tip Nr 2: Kupic duzo sera. Nasz bajkowy codzienny obiad: Bulki z serem. Ma tu bardzo dobry ser, nawet jest duzo sklepów sera, ale chyba nie na wsi.
Tip Nr 3: W Gent trzeba robic wycieczke nad malym statkiem. Przewodnicy sa bardzo mili i mówia za kazdemu jezyku który jest na statkiem (ok, chyba nie po polsku - ale my bilismy z Mexykanczycami na statkiem i wszystko powiedzial po hiszpansku i po niemiecku i moglam sie wtedy troche uczyc hiszpanskiego.
Tip Nr. 4: Isc do rue Dansaert w Brukseli, fajne knajpy tam maja. I absolutnie trzeba jesc gaufres!
Teraz ide do Ivana, Maltanczyk od którego kupuje mój nowy macbook! I zobacze, jak bede mi dzisiaj powiedziec jak duzo mi lubi. Moglby mi dac ten macbook jako present!
Ale nie martw sie, mam dosc pieniadzy dla Warszawy. Nie bardzo wiem dlaczego, dobrze zylam w maju, ale jakos nie bardzo duzo pieniadze wydalam - chyba bo bylam 2 tygodni w Indii i tylko 50 Euro wydalam i spedzilam tydzien z rodzicami i 0 Euro wydalam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz